praktyka pisania dziennika
praktyka pisania dziennika
dni „nic się nie wydarzyło" to percepcja, nie fakt. pięć trybów patrzenia, które zmieniają pusty wtorek w jeden wpis, oparte na badaniach uwagi.
Siadasz, żeby napisać wpis. Kursor mruga. Przewijasz dzień wstecz i nie znajdujesz nic, co byłoby warte zdania. Zamykasz aplikację. Trzy takie dni i praktyka po cichu się kończy.
Instynkt podpowiada, żeby nazwać to problemem treści. Dziennik prosi o materiał, dzień go nie dostarczył. Uczciwsza lektura jest taka, że „nic się nie wydarzyło" rzadko jest raportem o dniu. To raport o tym, jak dzień został przetworzony. Szesnaście godzin czuwania zostało przefiltrowanych do tego jednego werdyktu.
To wpis z filaru o tym, co robić w takie dni. Pięć trybów patrzenia, które niezawodnie zamieniają jednolity wtorek w jednozdaniowy wpis, każdy wskazując miejsce, w które uwaga w tym dniu naprawdę powędrowała.
Błądzenie myśli nie jest usterką. To stan spoczynku mózgu. Mason i współpracownicy użyli fMRI razem z próbkowaniem myśli, żeby pokazać, że myśl niezależna od bodźca, czyli techniczna nazwa błądzenia myśli, rekrutuje sieć trybu domyślnego: korowe obwody, które pozostają aktywne, gdy żadne zewnętrzne zadanie nie domaga się uwagi.[3] Kiedy zadanie stawało się wyćwiczone i uwaga nadzorcza była uwolniona, sieć trybu domyślnego przejmowała ster, a wewnętrzna mowa narastała.
Jak często. Killingsworth i Gilbert pingowali 2250 dorosłych w losowych momentach przez aplikację na iPhone'a i odkryli:[1]
momentów czuwania, n = 2250
46,9%
Killingsworth & Gilbert, Science, 2010
Głębsze odkrycie jest takie, że to, o czym ludzie myśleli, przewidywało ich szczęście silniej niż to, co robili. Błądzenie prowadziło, uczucie szło za nim.
A human mind is a wandering mind, and a wandering mind is an unhappy mind.
Więc dzień, w którym „nic się nie wydarzyło", i tak wyprodukował mniej więcej siedem albo osiem godzin wewnętrznej treści. Zadaniem dziennika jest złapać jedną jej linijkę.
Przegląd Pennebakera z 1997 był pierwszym miejscem, w którym to twierdzenie zostało wyłożone ostro. Po dekadzie badań nad pisaniem ekspresyjnym oczekiwana korzyść miała pochodzić z wyrzucenia z siebie, z katharsis, z uwolnienia zahamowania. Dane się nie zgodziły. To, co przewidywało, kto się poprawi, było mierzalnym przesunięciem w języku piszącego z dnia na dzień. Rosnący odsetek słów przyczynowych, takich jak because i reason, oraz słów wglądu, takich jak understand i realise, śledzony przez niezależnych sędziów jako słabo zorganizowane opisy stające się spójnymi narracjami.[4] Aktywnym składnikiem była praca poznawcza polegająca na porządkowaniu doświadczenia w język.
Równoległy konstrukt Ellen Langer zaostrza ten sam punkt. Jej mindfulness, świecka i poznawcza, odrębna od kontemplacyjnej zakotwiczonej w oddechu, to czynne wytyczanie nowych rozróżnień.[2] Jej przeciwieństwem jest to, co nazywa przedwczesnym zaangażowaniem poznawczym: kategoria utworzona przed refleksją, przyjęta bez pytania, która odtąd filtruje percepcję. Kiedy wtorek wydaje się identyczny z ostatnim wtorkiem, umysł dopasował wejście do zapamiętanej kategorii i przestał patrzeć.
Więc „nic się nie wydarzyło" jest słownym osadem umysłu, który filtrował zbyt sprawnie. To zdanie jest diagnostyczne tak, jak diagnostyczny jest odczyt termometru. Opisuje tryb przetwarzania piszącego w danym dniu, i potraktowane w ten sposób przestaje być powodem, by pominąć wpis. Staje się pierwszą linijką wpisu: dziś czułem się pusto, co znaczy, że dziś byłem na autopilocie, co znaczy, że powinienem wybrać tryb.
Interwencja jest mała. Jedno nowe rozróżnienie, zapisane, retrospektywnie czyni dzień niepustym. Pięć poniższych trybów to pięć niezawodnych miejsc, gdzie je znaleźć.
Wybierz tryb, który szybko coś wynosi na powierzchnię. Jeśli wynurzą się dwa, napisz mniejszy. Każdy z pięciu przerwie automatyzm, który w pierwszej kolejności wyprodukował „nic się nie wydarzyło".
Otwórz najczęściej cytowane dzienniki w tradycji europejskiej, a większość to posiłki, pogoda, sprawunki, dom. Wojna i objawienie są raportem mniejszościowym.
Samuel Pepys, najsłynniejszy diarysta po angielsku, kończy setki wpisów tymi samymi pięcioma słowami: and so home and to bed. Treść ponad zakończeniem to zjedzone potrawy, zapłacone pieniądze i nastrój żony.
Sei Shōnagon, pisząca w Japonii epoki Heian około roku 1000, prowadziła listy. Jej rozdział things that make one's heart beat faster zaczyna się: sparrows feeding their young; to pass a place where babies are playing; to sleep in a room where some fine incense has been burnt; to notice that one's elegant Chinese mirror has become a little cloudy.Sei Shōnagon, The Pillow Book, trans. Ivan Morris (Columbia University Press, 1967). Każdy element to tryb 2 albo tryb 3 z powyższej listy. Żaden nie rejestruje wydarzenia.
Grasmere Journals Dorothy Wordsworth pracują na tym samym paliwie. Reprezentatywny poniedziałek: sauntered a good deal in the garden, bound carpets, mended old clothes, read Timon of Athens, dried linen.Dorothy Wordsworth, Grasmere Journal, ed. William Knight (Macmillan, 1897). Public domain. Pięć przyziemnych czasowników w jednym zdaniu. Kanon zbudowano na tym rejestrze.
Większość dni będzie się wydawać bezbarwna, co przewidują zarówno literatura, jak i kanon. Czwartkowa praktyka polega na tym, by wybrać tryb i popatrzeć przez dziesięć sekund, a potem zapisać zdanie, które to patrzenie wyprodukowało.
Dziennik jest miejscem, w którym uwaga nadrabia dzień. Jedno zdanie wystarczy. Jutro możesz wybrać inny tryb. Za rok wpisy będą się czytać jako zapis tego, jak życie było faktycznie przeżyte, w większości w trybie 2 albo trybie 3, w większości w drobnych zauważeniach, które wydarzenia dnia zwykle przesłaniały.
Jeśli to rezonuje, protokół jednolinijkowego loga to dziesięciosekundowy rytuał, do którego wpinają się tryby, a diagnoza kalibracyjna to wpis na wypadek, gdy sama praktyka wciąż nie chce wystartować.